21.03.2015

"Prześwit" Rozdział 3 "Smoczy zabójca''



Tytuł: Rozdział trzeci ,,Smoczy zabójca''
Data publikacji: 20.03.2015
Postacie: Wendy Marvell, Charla, OC

      Wąską, wydeptaną ścieżką podążała niewysoka dziewczynka. Podskakiwała i nuciła nieznaną piosenkę pod nosem, co wyraźnie nie podobało się jej towarzyszce, która leciała obok niej z naburmuszoną miną. Tak, jej przyjaciółka była kotem. I do tego latającym, potrafiącym mówić, a i niekiedy mądrzejszym od niejednego człowieka.
      Wendy miała długie niebieskie włosy, które spięte w dwa kucyki na czubku głowy, poruszały się pod wpływem lekkiego jesiennego wiatru. Jej towarzyszka natomiast przyodziana w różową sukienkę, unosiła się w powietrzu niesiona przez swoje białe, magiczne skrzydła.
      Dziewczyna miała powody do uśmiechu. Właśnie z powodzeniem zakończyła swoją pierwszą misję, na którą wyruszyła tylko z Charlą. Zwykle zabierała się za zadania wraz z przyjaciółmi z gildii, ale tym razem postanowiła wykonać je wreszcie samej. Tylko Charla, z niewiadomego powodu była nie w humorze.
      W tym roku była naprawdę piękna jesień. Mnóstwo kolorowych, ususzonych liści spadających z licznych drzew pięknego, rozległego lasu, a mimo tego świecące słońce zwiastujące, że zima tego roku na pewno nie będzie ostra i mroźna. Tak, Trytomia jest pięknym miastem.
      Czarodziejka szła teraz w pobliżu lasu oddzielającego dwa z trzech zjednoczonych miast, Trytomii i Denomii. Trytomia i trzecie z miast, Sandomia, były dość obszerne w rozmiarach, natomiast Denomia była, można powiedzieć, wioską w porównaniu do pozostałych. Misja Wendy odbywała się w południowo-wschodnich częściach Trytomi, gdzie musiała powstrzymać grasujące w pobliżu, dziwne, zmutowane stworzenia, które swoim wyglądem przypominały przerośnięte chomiki. Dla Wendy i jej magi podniebnego smoczego zabójcy nie było to wielkie wyzwanie (chociaż wiedziała, że na pewno inni, starsi rangą i wiekiem magowie z Fairy Tail poradzili by sobie z nimi szybciej), to ludzie mieszkający na tamtych terenach nie mogli dać sobie z nimi rady.
      Wendy zauważając, że Charla jednak nie ma zamiaru podzielać jej dobrego nastroju, zaprzestała nucenia wymyślonej przez nią na poczekaniu melodii i szła już spokojnie rozglądając się na boki i podziwiając piękno tamtejszych terenów.
      — Czy coś cię gryzie, Charlo? — zadała wreszcie to nurtujące ją od kilku minut pytanie. Carla nie odpowiedziała od razu, tylko nadal leciała wpatrzona w jakiś niewidoczny dla Wendy punkt na horyzoncie.
      — Nie. Po prostu... mam złe przeczucia.
     — Miałaś wizję? — zapytała Wendy z lękiem w głosie. Wizje Charli zawsze się sprawdzały, a teraz wcale nie wyglądała na zadowoloną. A jeśli widziała coś, co dotyczyło ich? Jeśli coś się stanie?
      — Nie, ja... — oczy Charli rozszerzył się do granic możliwości, jej magia przestała działać, a ona sama upadłaby na ziemię, gdyby nie szybka interwencja Wendy.
     — Charlo! — dziewczynka podtrzymywała kotkę, klękając na ziemi, a ta wpatrzona w jeden punkt nie reagowała na jej zawołania. Oczy kotki zaszły mgłą, a ona sama ledwo utrzymywała się jeszcze na nogach tylko dzięki Wendy. Trwała w takim stanie przez kilkadziesiąt sekund, a potem otrząsnęła się z amoku i spojrzała na Wendy ze strachem. Dziewczyna zrozumiała, że była to wizja, ale... przecież Charla nigdy nie reagowała tak na nie! Co więc stało się tym razem?
    — Wendy... uciekajmy. — przerażenie w głosie kotki mówiło samo za siebie, a strach wymalowany na jej twarzy tylko to potwierdzał.
       — Charlo... ale dlaczego? Co widziałaś...?
      — Uciekajmy stąd, Wendy! — dziewczyna, nie zadając już zbędnych pytań, wzięła exceeda na ręce i pobiegła w stronę, w którą zmierzały wcześniej. — Postaw mnie, mogę sama lecieć. — Wendy nie zdążyła zaprotestować, bo kotka sama wyrwała się z jej dłoni i wzbiła w powietrze. Po chwili Wendy poczuła nieznajomy zapach.
      — Ktoś tutaj jest. — powiedziała, zatrzymując się.
      — Powinnyśmy oddalić się od lasu... Wendy, uważaj! — krzyknęła, gdy z lasu wyłoniły się dwie postacie, mężczyzna i kobieta, oboje w wieku mniej więcej trzydziestu lat. Mężczyzna miał czerwone włosy, czarne, lekko skośne oczy, z czego jedno z nic przecięte było blizną, natomiast kobieta była blondynką, która mogłaby uchodzić za ładną, gdyby nie przekrwione oczy i długie, wystające poza usta kły.
    — No proszę, czyli jednak warto było czekać tyle czasu, aż księżniczka wreszcie raczy się pojawić. Prawda, Vinc? — zapytała kobieta spoglądając ukradkiem na towarzysza.
     — Przecież ci to mówiłem. — westchnął, po czym odwrócił się przodem do przestraszonej Wendy, która, choć miała szansę, by uciec, nie mogła ruszyć się z miejsca. Mężczyzna uśmiechnął się i zrobił krok w jej stronę. — Nie bój się. Potrzebujemy cię tylko na jakiś czas. Później cię zwrócimy...
      — Po co wam ona? Co od niej chcecie?! — Charla, wciąż wzbita w powietrze założyła ręce i z groźną miną unosiła się przed Wendy.
      — Milcz, głupi kocie! — blondynka oblizała kły i warknęła, niczym wściekły wilk.
      — Spokojnie, Inaban, bo jeszcze przestraszysz nam towarzyszki.
     Mężczyzna zaczął zbliżać się do Wendy, a ta odzyskując zdrowy rozsądek, wystąpiła na krok przed Charlę i stanęła w pozycji obronnej.
      — Czyli tak chcesz się bawić? A więc dobrze!
      — Pamiętaj, że nie możemy jej zabić, Vinc! Jest nam potrzebna żywa.
      Mężczyzna nie zwracając większej uwagi na słowa towarzyszki przygotował się do ataku. Wendy posunęła się do przodu i krzyknęła:
      — Ryk niebiańskiego smoka!
      — Ryk niebiańskiego smoka!
      — C-co... Jak to możliwe?
    Oba wypowiedziane zaklęcia zderzyły się w powietrzu, a powietrze rozdarł potężny huk. Blondynka stojąca za plecami atakującego mężczyzny, uśmiechnęła się pod nosem.
      Charla nie mogła pomóc swojej przyjaciółce, choć bardzo tego chciała. Nie była silna, a jej magia polegała tylko na wytwarzaniu magicznych skrzydeł i lataniu na nich. Nie wiązało się to jednak z możliwością ataku, czy obrony, a Wendy jak na razie bardzo dobrze sobie radziła. Kiedy kotka pomyślała o skrzydłach, skarciła się w myślach i szybko podleciała do Wendy i chwytając ją za skraj niebieskiej sukienki wzniosła się w powietrze. Nie odzyskała jeszcze wszystkich sił po dziwnej wizji, ale na pewno miała ich na tyle, by uratować Wendy. Tylko to mogła teraz zrobić.
      — Charlo! Co ty wyprawiasz? Odstaw mnie na ziemię! — Wendy szamotała się w małych łapkach Charli.
      — Wendy, nie możesz z nim walczyć. Moja wizja... muszę cię stąd zabrać... — jej wypowiedź przerwał nagły podmuch wiatru, a kilka centymetrów obok nich przemknęła blondynka. Nie miała skrzydeł, a jednak leciała, a za nią ciągnęła się srebrna poświata. Zaśmiała się głośno na widok przerażonej miny Charli.
      — Nie uciekniecie nam tak szybko. — kobieta uderzyła mocno kotkę tak, że ta upuściła trzymaną przez nią z łapkach Wendy. Dziewczyna zaczęła krzyczeć spadając na ziemię, ale po chwili znów znalazła się w czyichś rękach i tym razem niestety nie były to niewielki, kocie łapki Charli, tylko ludzkie dłonie ciągnące ją w dół ku ziemi. Krzyknęła, gdy zdała sobie z tego sprawę.
     Kobieta wylądowała na ziemi, po czym rzuciła Wendy na zazielenioną trawę. Gdzieś z oddali można było słyszeć nawoływanie latającej w powietrzu Charli. Vincent ukląkł przy dziewczynce i uśmiechnął się. Gdy mówił, w jego głosie można było wyczuć krztę ironii.
      — A mogłaś pójść z nami spokojnie. I po co było to wszystko? — mężczyzna chwycił ją za rękę i brutalnie podniósł tak, ze dziewczyna skrzywiła się, ale nie dawała za wygraną i wciąż starała się wyrwać z uścisku maga. Jak to możliwe, że wypowiedziała jedno zaklęcie i straciła aż tyle sił? A może to moc jednego z nich? Czarodziej unieszkodliwił Wendy i wskakując z nią na plecy kobiety, wzbili się w powietrze. 
      Wymyśl coś, Charlo, błagała w myślach Wendy. Charla wiedziała, że nie jest w stanie pomóc Wendy nawet, gdyby za nimi poleciała. Zapamiętała kierunek ich lotu  i odleciała w stronę gildii, a w jej oczach pojawiły się łzy. Wybacz mi, Wendy. To dla twojego dobra, pomyślała.
***
      Charla jak torpeda wpadła do budynku gildii przerywając popołudniowe rozmowy jej członków. Zmęczona od razu opadła na ziemię, a zapytana o to, co się stało i gdzie jest teraz Wendy, odpowiedziała tylko:
      — Wendy...! Porwano Wendy!